Nawigacja
Włoski
Artykuły
Forum
Katalog Stron
Szukaj
spacer
Nauka Włoskiego
Włoski Gramatyka
Włoski Testy i Ćwiczenia
Włoski Certyfikaty
Włoski Matura
Włoski Wypracowania
Włoski Italianistyka
Włoski Słownictwo
Włoski Różności
spacer
Ostatnie Artykuły
Rozmowa z Conrado Mo...
List prywatny - Week...
List prywatny - Prac...
"Włoski w ćwiczeniac...
List prywatny - Opis...
spacer
Reklamy
spacer
Reklamy
spacer
Rozmowa z Conrado Moreno
 

Conrado Moreno
MWMedia

Conrado Moreno – konferansjer, uczestnik telewizyjnych programów Europa da się lubić, Taniec z gwiazdami, Gwiazdy tańczą na lodzie. Jest jednym z prowadzących Studio Lotto w TVP Info. Niekwestionowany autorytet w dziedzinie nauki języków obcych. Zna angielski, niemiecki, polski, hebrajski i hiszpański.

Tomasz Pańczyszyn: - Rozmawiamy z Conrado Moreno, najbardziej popularnym Hiszpanem w Polsce. Witaj, Conrado!

Conrado Moreno: - Witam serdecznie. Zawsze, kiedy słyszę, że się mnie tak przedstawia, to przychodzi mi do głowy pan Carlos Marrodán, który tłumaczy literaturę iberyjską na język polski i to jest Hiszpan, który w moim przekonaniu najbardziej zasługuje na to, żeby być tak mianowanym. Często słyszę czy czytam w różnych komentarzach, że teraz, aby być znanym Hiszpanem wystarczy wyjechać z Polski i wrócić. Uważam, że trzeba też mieć odrobinę szczęścia. Myślę, że to szczęście i przypadek były na tyle pomocne, że teraz - żyjąc z dala od Hiszpanii - mogę o niej opowiadać. Jest to trochę paradoksalne, ale bardzo przyjemne.

T.P.: - Znamy Cię wszyscy z programu "Europa da się lubić", w którym opowiadałeś, jak zaczęła się Twoja przygoda z językiem polskim, jak poznawałeś jego tajniki. Czy mógłbyś powiedzieć, jaki jest Twój sposób na skuteczne poznanie języka obcego?

C.M.: - Nie jestem może najlepszym przykładem, dlatego że jestem przypadkiem dziecka mieszanego małżeństwa. W związku z tym język polski nie był mi zupełnie obcy, bo tak się szczęśliwie składa, że mama uczyła mnie jednak polskiego. W domu natomiast nie mówiliśmy po polsku, bo tata nie rozumiał, stąd nie wypadało. Kiedy byłem mały, przyjeżdżaliśmy tu, do dziadków, do Polski, na wakacje, więc osłuchałem się z językiem. Nie jestem pewnie wzorem dla osoby, która - będąc dojrzała - przyjeżdża do Polski i ma się tego języka nauczyć. Gdybym zatem miał odpowiedzieć na to pytanie, to najlepszym przykładem będzie mój tata, który jest stuprocentowym obcokrajowcem. Przyjechał do Polski i uczył się polskiego, czytając gazety. Dla mnie jest to zupełnie niepojęte, ponieważ mimo iż byłem osobą już osłuchaną z językiem, to broniłem się przed tym - przed pisaniem tych dziwnych połączeń spółgłosek („sz”, „rz”, „cz”) - to było dla mnie nie do powtórzenia, nie mówiąc już o tym, że aparat mowy pracuje inaczej w języku hiszpańskim, a inaczej - w polskim. Wydaje mi się, że na pewno nie należy się krępować. Już patrząc na siebie jak na osobę, która uczy się języków obcych i to lubi, staram się nie krępować. Są osoby - i wszyscy dobrze o tym wiemy - które boją się o poprawność, nie chcą popełniać błędów i to bardzo hamuje naukę języka obcego. Z kolei moim zdaniem nie jest to tak ważne, nie jest istotne to, żeby zdawać egzaminy, certyfikaty, ale po prostu, żeby zrozumieć, co druga osoba chce nam przekazać i umieć wypowiedzieć się w tym języku.

T.P.: - Jakie są, Twoim zdaniem, różnice pomiędzy sposobem pojmowania świata przez Hiszpanów, stereotypowo postrzeganych jako bardziej radosnych i otwartych a postrzeganiem Polaków, którzy zdają się być nieco bardziej zamknięci?

C.M.: - Staram się uciekać od stereotypów, które uważa się za przetarte. Mówi się, że mieszkańcy południowej Europy - Hiszpanie, Włosi - są bardzo beztroscy, radośni i tak dalej, ale to nie do końca tak jest. Gdy przysłuchuję się lub przyglądam Hiszpanom, to bardzo często dochodzę do takiego wniosku, że są bardzo podobni do Polaków, z tym, że narzekają dużo bardziej niż Polacy. Narzekają na wszystko - na to, że jest upał, na to, że jest zimno, na to że pada. Wszyscy to znamy, prawda? Jest to bardzo podobny naród. Zresztą, był polski poeta na emigracji - Józef Łobodowski, o którym staram się mówić, który napisał fraszkę, teoretycznie na Polaków, a wydawać by się mogło, że to jest fraszka na Hiszpanów. Okazuje się bowiem, że są podobni. Takich podobieństw jest bardzo dużo. Myślę, że Polacy i Hiszpanie są takimi narodami zbuntowanymi, które nie lubią, kiedy im się coś narzuca. Chcą postawić na swoim, są niezależni, ale w dodatku - co za tym idzie - wychodzą na jaw ich dobre cechy: Polacy i Hiszpanie lubią podróżować po świecie, są ciekawi świata. Uczą się - zwłaszcza Polacy - języków obcych. Hiszpanie są akurat bardziej leniwi pod tym względem; dopiero od paru lat młodzi uczą się języków, ale z gorszym skutkiem niż Polacy. Z drugiej strony Hiszpanie są bardzo życzliwi i nie mówię tutaj o relacjach w przypadku ludzi, którzy się znają, ale o obcych sobie. Czasami widzę w Polsce, że ludzie wolą zachować dystans, bo wyczuwają pewną interesowność. Tego nie ma u Hiszpanów.

T.P.: - Nie będę pytał Cię o Twoje preferencje piłkarskie, ale powiedz, czy dostrzegasz jakieś różnice pomiędzy polską a hiszpańską kulturą kibicowania?

C.M.:- Trudno jest chyba mówić o jakiejś kulturze, jeśli trener ciągnie rywala za uszy, piłkarze sami podstawiają sobie nogi czy udają faule, bo to rzeczywiście zły przykład. Ale z drugiej strony to chyba w Polsce się powolutku zmienia. Choć w Hiszpanii to jest niesamowite, że pięćdziesiąt czy sto tysięcy kibiców potrafi wejść w dziesięć minut na stadion. Tam wchodzą płynnie całe rodziny i jest bezpiecznie. To jest wtedy rodzinna impreza. Jeśli chodzi o kibiców, to w samym Madrycie istnieje rywalizacja między fanami Atlético Madryt a Realu Madryt, którzy cały czas sobie przeszkadzają. Wandalizm również ma miejsce. Istnieją dwie fontanny w Madrycie - jedna należy do Realu (słynna Cibeles), a druga - do Atlético, która jest fontanną boga Neptuna. One są bardzo niedaleko siebie, w odległości około pięciuset metrów i bardzo często jest tak, że kibice jednego klubu wyrywają część fontanny innego (co się zdarzało wielokrotnie w historii Madrytu), po czym dany element był gdzieś wyrzucany, np. do barów, w których znajdowano palec Neptuna lub ramię bogini Cibeles. Zatem ja raczej oddalam się od piłki nożnej, bo mam wrażenie, że ona niepotrzebnie bardzo dzieli ludzi.

T.P.: -Wszyscy doskonale wiemy, że brałeś udział w programach telewizyjnych promujących taniec. Powiedz, jak przeżyłeś tę przygodę i jak wpłynęła ona na Twoje dotychczasowe przyjaźnie i znajomości?

C.M.: - Muszę powiedzieć, że jak byłem mały, to krótko - bo dwa lata - chodziłem do szkoły baletowej. Miałem wtedy osiem lat i byłem jedynym chłopakiem w grupie. Nawet kiedyś, jak występowaliśmy w teatrze w przedstawieniu na zakończenie roku i byłem jedną z czterdziestu myszek, bo odgrywaliśmy przedstawienie "Królewna Śnieżka", jedna z koleżanek zepchnęła mnie i spadłem na trybuny. Mam tę traumę do dzisiaj. Nic się oczywiście nie stało, to byłoby zabawne z perspektywy dzisiejszych czasów. Jeśli więc chodzi o taniec, powiedziałbym, że to raczej we mnie nie drzemie. Trudno jest mi się oswoić z taką formą tańca, która nie pozwala wejść w jego rytm, kiedy musisz szybko nauczyć się pewnej choreografii, tak jak w szkole - uczysz się na klasówkę, żeby zdać, a potem zapominasz. Tak to też wyglądało, nie było to w moim życiu coś niezwykłego, jakaś niesamowita przygoda.

T.P.: - Zakończyły się właśnie Światowe Dni Młodzieży w Madrycie, wokół których pojawił się konflikt interesów między młodymi katolikami spragnionymi wizyty papieża Benedykta XVI  a zwolennikami lewicowego rządu premiera Zapatero. Czy sytuacja, z obecnej perspektywy, rzeczywiście była tak napięta, jak ukazywały ją media? Jak miała się ona do aktualnego kryzysu finansowego?

C. M.: - To faktycznie skomplikowane. Hiszpania jest w trudnej sytuacji. Pewnie wszyscy wiemy, że bezrobocie w Hiszpanii jest największe w całej Unii Europejskiej, bo sięga ponad dwudziestu procent i dotyczy nie tylko młodzieży. Ponadto Hiszpania już od dłuższego czasu żyła na kredyt. Niedawno słyszałem takie mądre - w moim przekonaniu - zdanie, że tu nie tylko chodziło o obecność Ojca Świętego i organizację Światowych Dni Młodzieży, lecz że gdyby miałby odbyć się w Madrycie szczyt G8, pewnie byłoby podobnie. Nie chodzi o to, że młodzi sprzeciwiają się wyłącznie Kościołowi, choć oczywiście tak. Społeczeństwo to wydawało mi się być zdesperowane, przyzwyczajone do tego, że państwo ma dawać. Przyzwyczajone przez premiera Zapatero, ale także przez Felipe Gonzàleza. Mam znajomych, którzy tylko zastanawiają się, na jaki urlop pójść, żeby otrzymać pomoc. To jest bardzo niedobry system, który oczywiście rozleniwia ludzi. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę zamieszki, które miały ostatnio miejsce w Londynie, można dojść do wniosku, że może to być coś podobnego, choć nie do końca. Tam było to czyste złodziejstwo, a tu można było wywnioskować, że mieliśmy do czynienia z pewnym happeningiem pokojowym. Wszystko zaczęło się 15 maja, tak więc trwa już trzy miesiące. Ci ludzie gromadzili się jednak nie tylko na placu Puerta del Sol, ale rozprzestrzenili się po całym Madrycie i kraju. Mieli swoje grupki, reprezentujące pewne postulaty, nie do końca realne. Postulaty te były oczywiście bardzo lewicowe, dotyczyły rozwiązania wojska czy darmowej energii dla obywateli. Na pewno mieliśmy tu do czynienia z ożywieniem politycznym wśród młodego pokolenia. Można też było dopatrzyć się pozytywnych stron, mianowicie, że młodzi ludzie chcieli wziąć sprawy w swoje ręce. To była taka świeża krew, coś silnego. Miałem nadzieję, że to niczym złym nie grozi, dopóki nie zobaczyłem tych zamieszek, odbywających się przy okazji wizyty Ojca Świętego, gdzie dochodziło do rękoczynów. To wydawało mi się niepokojące. Ostatnio nawet rozmawialiśmy ze znajomymi o tym, że gdyby to miało miejsce w Polsce, mogłoby się przerodzić w coś fatalnego.

T.P.: - W związku z tym, iż Hiszpania uchodzi za piłkarską potęgę, wielu młodych ludzi chciałoby zacząć uczyć się języka hiszpańskiego. Jaka jest, Twoim zdaniem, najskuteczniejsza metoda?

C.M.: - To już pewnie Jerzego Dudka należałoby zapytać. Jeśli ktoś chce połączyć naukę z mieszkaniem w Hiszpanii i graniem w piłkę nożną, to na pewno tam wszystko będzie mu sprzyjać. Istnieje bowiem taka polityka, że dzieci już w szkole podstawowej zaczynają się specjalizować pod okiem trenera. Kiedy ja przyjechałem do Polski, a kończyłem szkołę podstawową w Polsce, byłem zszokowany, kiedy zobaczyłem, jak wyglądają tutaj lekcje wychowania fizycznego. W Hiszpanii już od początku dzieci wybierają dyscypliny sportu, w których chciałyby być najlepsze i trenują. To otwiera im możliwości wstąpienia do klubów młodzieżowych.

T.P.: - Dziękuję serdecznie za rozmowę.

C.M.: - Dziękuję.

© Wszelkie prawa zastrzeżone © 
Rozmowa w całości autoryzowana przez Conrado Moreno




15916 Czytań · Drukuj
Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Special Thomas Sabo ...
Modular granite is a...
Pandora Charms and B...
The Nike Air Max 90 ...
Najciekawsze Tematy
co tu tak spokojn... [73]
Muzyka [63]
JAK SIĘ ZA TO ZAB... [46]
Co sadzicie o str... [41]
spacer
Reklamy
spacer